piątek, 20 marca 2015
wtorek, 17 marca 2015
poniedziałek, 29 grudnia 2014
Ze skrajności w skrajność

Najwyraźniej kłębiące się we mnie przez ostatnie dwa lata pomysły postanowiły znaleźć gwałtowne ujście, a w zestawieniu z nowymi możliwościami sprzętowymi efekty są co najmniej zadowalające.

Zacznę od wisiora z dużym kianitowym kaboszonem, do którego zabierałam się jak przysłowiowy "pies do jeża" na prawdę długi czas. Uwielbiam kianity za ten cudowny, morski kolor i skrzące się wewnątrz srebrne niteczki. Żal byłoby mi oprawić go byle jak. No ale doczekał się w końcu. I wiecie co? Został w rodzinie :) Zakochała się w nim moja mama i podobno znalazła go w tym roku pod choinką ;)

Nad pięknym modrym Dunajem

Mój ulubiony model niewielkich kolczyków na biglu doczekał się kolejnego wcielenia - tym razem w roli głównej kamień księżycowy.

Midi z kamieniem księżycowym

Wspominałam coś o miłości do kianitów? Niedługo po wisiorze powstały kolczyki. Gdy robiłam drugiego do pary zastanawiałam się, jakim cudem udało mi się zrobić pierwszego, gdy moje ciało targały gorączka i dreszcze, zwiastujące nadchodzącą, jak się okazało ospę wietrzną (!).

Kianitowe krople filigranowe

I na koniec, last but not least, bohater specjalny odcinka :) Kolczyki z przepięknym fasetowanym ametystem lawendowym. Cudnym. Jeden koleżka powstał jeszcze w starych czasach (pamiętacie historię bursztynowych z poprzedniego wpisu? To ta sama bajka ;) ). Za drugiego jakoś nie mogłam się zabrać, szczególnie mając w pamięci ile namęczyłam się z pierwszym. Przemogłam się. Naklnęłam. Zrobiłam.

Lawendowe love w koronkach

A na koniec mały teaser i kulisy pracy warsztatowej ;)

niedziela, 14 grudnia 2014
Jak długo może trwać kryzys twórczy?

Okazuje się, że bardzo długo. Tak długo, że po raz ostatni pokazałam coś na blogu 4 czerwca 2012 roku. Minęły zaledwie 2 lata 6 miesięcy i 10 dni. Cóż. Życie. 

Oczywiście, skłamałabym, gdybym oświadczyła, że przez ten czas nie zrobiłam nic. Przez ostatnie 2,5 roku specjalizowałam się w kompletach zdobiących panny młode w dniu ślubu. Niektórych, szczególnie tych wykańczanych w ostatniej chwili, nie zdążyłam nawet sfotografować. Cóż. Życie.

W jakiś sposób uznałam, że pora wrócić na właściwe tory. Czy to miesiąc spędzony w Nepalu, spędzony na rozmyślaniach o życiowych priorytetach i silne wewnętrzne przekonanie, by nadać swojemu życiu właściwy bieg i kierunek? Czy fakt, że w październiku mój Mąż spoglądając na rozgrzebany warsztat, zapytał z powątpiewaniem w głosie, czy planuję jeszcze kiedyś robić biżuterię, a nie uzyskawszy odpowiedzi ów warsztat uprzątnął? Czy może Pani Ola, która tak bardzo chciała zamówić biżuterię dla swojej córeczki, na pamiątkę roczku i ujęła mnie tym do głębi? Czy może kolejny, nie zliczę który już, e-mail z pytaniem, czy i kiedy mogłabym zrobić kolczyki ametyst mini cieszące się wciąż niesłabnącą popularnością? Czy może hojny Święty Mikołaj, który podarował mi nowy DUŻY palnik? Nie wiem. Ale nagle (zapewne zasługa sezonu świątecznego) rozwiązał się worek z zamówieniami. Cóż. Życie :)

Na początek kolczyki na zamówienie Pani Aleksandry:

Następnie na warsztat trafiły rozpoczęte 2,5 roku temu (!!!) kolczyki z bursztynem:

Idąc za ciosem dopadłam kupiony niegdyś koral bali i przerobiłam go na trochę dziwaczny, ale według mnie uroczy wisiorek :)

A na koniec, korzystając z ostatnich 14 centymetrów skręcanego drutu zmajstrowałam takie figlarne maluszki.

Nieźle, jak na dwa i pół roku przerwy i dwa dni chorobowego, prawda? :) Mam nadzieję, że mój kolejny wpis pojawi się szybciej niż w 2017 roku ;)

środa, 04 kwietnia 2012
Krótko i zwięźle - retro perły na zamówienie

poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Midi lapis retro

Mimo, że kwiecień przywitał nas śniegiem, chłodem i porywistym, lodowatym wiatrem to cieszę się, że marzec się skończył. Głównie dlatego, że poprzedni miesiąc upłynął mi w chaosie i błaganie i rozpaczliwych próbach ogarnięcia rzeczywistości. Polskie urzędy zdecydowanie temu nie sprzyjały (żeby nie powiedzieć, że to właśnie one winne były tego bałaganu...). Jeśli dodać do tego 3 (słownie TRZY) wycieczki na trasie Kraków-Katowice-Warszawa-Kraków które odbyłam w miesiącu marcu, to brak czasu i weny murowany :(

Bardzo przypadła mi do gustu taka forma kolczyków :) Dzisiaj wersja z lapisem lazuli.

wtorek, 13 marca 2012
Ametysty retro

Uwielbiam styl retro. Wiktoriańską biżuterię, postarzane dodatki... Klasykę. Romantyzm. Idąc dalej, oszalałam na punkcie shabby chic z nutą stylu rustykalnego. Kocham drewniane domy kryte gontem, z okiennicami w serduszka. Daleko, oj daleko mi do zimnego, sztywnego, modernistycznego stylu. Do nowoczesności. Jestem chyba w niewłaściwej epoce i w niewłaściwym miejscu.

Z ametystem w kolorze lawendy.

poniedziałek, 12 marca 2012
Otrząsam się z kurzu

Za wszystkie zaległości przepraszam. Ostatni czas nie należy do najłatwiejszych.

Są takie dni, że NIC NIE WYCHODZI. Nie mam pomysłu, weny, chęci. A jak już mam to nie idzie. Taki czas trzeba przeczekać, a na rozruch wybrać prosty klasyczny wzór. Te kolczyki zainspirowałam mini ametystami które zrobiły istną furorę, i gdyby nie fakt że zamówiłam tylko kilka egzemplarzy tych kamyczków to dziś zapewne siedziałabym lutując 10 parę ;) Takie miały wzięcie skubańce ;)

No i news z ostatniej chwili - już niedługo moje prace będzie można zakupić za pośrednictwem galerii 

poniedziałek, 27 lutego 2012
Ondine

Morskie w kolorystyce, delikatne kolczyki z perłami i kianitem. Dł. 4,5cm.

Ten tydzień w straszliwych rozjazdach - do zobaczenia za tydzień :)

piątek, 24 lutego 2012
Na okrągło z granatem

Kolejna propozycja z serii uroczych wkrętek :) Te maleństwa mierzą niespełna 1,3cm, granaty mierzą zaledwie 5mm. Bardzo podobają mi się te wkrętki, a poza tym ich produkcja była bardzo przyjemna.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7